— Przed deserem — powiedziałam cicho, niemal szeptem — musicie coś usłyszeć.
Poczułam, jak ich spojrzenia wbijają się we mnie, ostre jak igły.
Matka wyprostowała się, jak zawsze, gdy szykowała się do moralizatorskiej przemowy.
Ojciec pozostał nieruchomy, tylko jego szczęka lekko drgnęła.
Anna ściskała palce, a Rafał patrzył raz na nią, raz na mnie — zdezorientowany, ale czujny.
Wzięłam głęboki oddech.
Powietrze pachniało solą i czymś starym — może wspomnieniami, które próbowały się wyrwać z ciszy.

